Hej!

Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami, wczorajsza aktualizacja dodała do gry masę nowych zadań głównej fabuły! Ponownie mogliśmy pomóc Jeźdźcom Dusz i Druidom w zbliżeniu się do swojego celu - uratowania Annie. W ramach tych misji mogliśmy nie tylko poznać nowe postaci, ale mieliśmy możliwość odwiedzić zupełnie nowe, dodane do gry obszary. Ale nim się za nie zabierzemy, chyba warto by było spełnić jakieś wymagania, prawda?


Aby wykonać najnowsze misje, należy odprowadzić Justina do Sekretnego Kamiennego Kręgu, a co za tym idzie - wykonać wszystkie poprzednie zadania z głównej fabuły. Należę do tych graczy, którzy wykonali już je wszystkie, więc mogłam śmiało udać się do Magicznego Kręgu, w celu udzielenia pomocy Lisie, Lindzie, Alex i Frippowi - czas więc włączyć program do robienia zdjęć i wziąć się do roboty! Oczywiście nie w towarzystwie zwykłego rumaka - przez całą przygodę musiał towarzyszyć nam nasz wierny towarzysz - Jorvik Gorącokrwisty.


By udać się do Pandorii, musimy odnaleźć specjalny, magiczny kamień-klucz, który otworzy jeden z portali. Aby tego dokonać musimy go pierw znaleźć, czyż nie? Fripp na szczęście znał jego lokalizację, nakazując mojej postaci udać się do Doliny Ukrytych Dinozaurów, gdzie miał on się znajdować. Jednak by nie tracić czasu na jeżdżenie w tę i z powrotem, poprosił mnie o udanie się do Avalona po inny, zaczarowany kamień, który miał otworzyć portal do krainy wiecznej zimy. Tak też zrobiłam, wykonałam polecenie niebieskiego stworka i umieściłam przedmiot w specjalnie przygotowanym do tego miejscu, w celu otworzenia magicznego przejścia.


Portal otwarty? Czas ruszać w dalszą drogę! Do portalu weszliśmy w towarzystwie Lindy, która miała nam pomóc przy ewentualnych komplikacjach, gdyż, jak powiedział Fripp, doskonale znała tamtejszą kulturę. Mimo to, dziewczynę tracimy z oczu na dłuższy czas i zobaczymy ją dopiero na miejscu. Dla mnie było to plusem, gdyż nie musiałam unikać jej postaci podczas robienia zdjęć.


Pierwsze co mnie zaskoczyło to fakt, iż nie przenieśliśmy się od razu do Doliny Ukrytych Dinozaurów, lecz musieliśmy przejść przez pewien magiczny korytarz. Szczerze mówiąc, to bardzo spodobał mi się ten pomysł - było to coś ciekawego, wydłużyło nieco misję, no i dało graczom kolejne miejsce do eksplorowania.


Rzecz, która mnie urzekła, to niesamowite niebo - pełne jasnych i intensywnych barw różnych odcieni błękitu oraz różu. Uzyskany efekt był niesamowity, aż zatrzymałam się na chwilę by na nie spojrzeć. Swoją drogą, zauważyliście, że jeśli wykonaliśmy skok i przenieśliśmy się na pulpit, z powrotem teleportowało nas do Magicznego Kręgu? Nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie fakt, iż mogliśmy ujrzeć wtedy to miejsce bez różowej mgły. Powiem, że wyglądało to całkiem ciekawie!


By dojechać do końca korytarza, musieliśmy pokonać rozmaite przeszkody. Ot, parę murków do przeskoczenia, różowych świateł do unikania i skupisko gejzerów, które musieliśmy ominąć. Ucieszyło mnie to, że twórcy jakoś urozmaicili naszą drogę o proste wyzwania, przez co przemierzanie trasy nie było jedynie nużącym obowiązkiem. W dodatku liczne kryształy oraz magiczne filary jedynie upiększały to magiczne miejsce, zachęcając do tego, by pozostać tam nieco dłużej i porobić nieco zdjęć.


Po dotarciu na miejsce, nasza postać, wraz ze swoim wierzchowcem, pojawiła się w Lodowym Lesie. Po minięciu kilkunastu zniszczonych drzew natrafiliśmy na Lindę wraz z Meteorem, która czekała na nas przy zamkniętym przez śnieg przejściu. Zasugerowała ona, byśmy użyły magi Aideen, by udać się do środka. Tak też uczyniłam - moja postać wyciągnęła różdżkę i z pomocą towarzyszki, zniszczyła zaspę śniegu, otwierając ukryte drzwi.


Przejście otwarte? Czas wejść do tajemniczego pomieszczenia! Po przebiegnięciu krótkiego korytarza trafiliśmy do starego pokoju zbudowanego z niebieskich cegieł, porośniętego roślinami. Moim ulubionym elementem tego miejsca była szklana kopuła, która oświetlała całą lokację. Miało to swój urok!


W międzyczasie natrafiliśmy na ducha starego druida, który strzegł wejścia do magicznego klucza, otwierającego portal do Pandorii. Żeby nie było za łatwo, pierw musieliśmy wykonać dla niego pewne zadanie - znaleźć pewne elementy układanki, by magiczny okrąg nie cierpiał na bragi odłamków kamieni.


By wykonać zadanie i znaleźć kawałki układanki, należało wejść w jedno z bocznych drzwi, które prowadziły do kilku odrębnych pokoi. W niektórych z nich znajdowaliśmy odłamki kamieni, które musieliśmy położyć w odpowiednim miejscu.


Teraz wystarczyło jedynie położyć odłamki w odpowiednich miejscach i udać się do tajemniczego ducha, by zakończyć zadanie. Nie było ono zbyt trudne, gdyż elementy układanki były na tyle duże, że ciężko było ich nie zauważyć.


Po wykonaniu nadanej nam misji, otworzyły się kolejne drzwi - tym razem otwierające przed nami drogę do klucza, o którym wspomniał wcześniej Fripp. Ja postanowiłam pokręcić się jeszcze po pomieszczeniu i przyjrzeć się niektórym detalom - swoją drogą, Wam też podobały się jasnozielone, świecące bladym światłem, zwisające ze ścian i sufitu pnącza?


I tak o to trafiliśmy do kolejnego pomieszczenia, tym razem już z poszukiwaną przez nas, magiczną skałą - wystarczyło ją tylko wziąć i ruszyć z powrotem do Lindy. Tak, wrócić - ona nie odważyła się wejść do nowej lokacji, więc postanowiła zaczekać na nas w poprzednim pomieszczeniu. Ja jednak się z tym nie spieszyłam, bo bardzo spodobał mi się wygląd tego miejsca - zwłaszcza te kolumny, które sprawiały, że lokacja ta kojarzyła mi się z jakimś starym grobowcem, wypełnionym po brzegi skarbami.


Nowy pokój również bardzo mi się spodobał - był pewnego rodzaju połączeniem świata Pandorii i zwykłego Jorvik. Fioletowo-różowe, święcące drzewo pochodziło właśnie z tego magicznego, mrocznego świata,  do którego mieliśmy się przenieść w celu uratowania Annie. Jednak trzeba było iść do przodu, więc po czasie wzięłam magiczną skałę i wróciłam do swojej towarzyszki.


Pozytywnie zaskoczyłam się tym, iż grobowiec nie został zamknięty na stałe. Obawiałam się, że zrobią tak samo jak z Pandorią i nie będzie można do niego wrócić - cóż, dla mnie to jest plus, bo może jeszcze kiedyś najdzie mnie na to, by porobić w tym sekretnym miejscu jakieś zdjęcia.


Po wejściu do portalu również wchodziliśmy do korytarza, którego mieliśmy okazję wcześniej zwiedzić. Natrafialiśmy również na te same przeszkody. Cóż, ja narzekać nie będę, gdyż znów miałam okazję spojrzeć na niebo, które, jak wspomniałam wcześniej, urzekło mnie swoim wyglądem. 


Po powrocie do Magicznego Kręgu i krótkiej rozmowie z Jeźdźcami Dusz, Fripp nakazał mojej postaci zdjąć magiczną skałę z filaru i zastąpić ją nowym kluczem, który umożliwił otwarcie portalu do Pandorii. Niebieski zwierzak wspomniał o tym, że do magicznej krainy mogliśmy udać się jedynie w samotności, gdyż reszta druidów będzie używać swojej mocy, by kontrolować portal, by nie stracił on swojej stabilności. Pozostało jedynie udać się w samotną podróż do różowego świata.


W drodze do drugiego portalu również musieliśmy przejść przez korytarz. Był on podobny do poprzedniego, był on jednak bardziej przyozdobiony różnymi kryształami i roślinami. Niektóre z nich się poruszały, co dawało całkiem ciekawy efekt!


Dobrym ruchem ze strony twórców było to, iż wydłużyli nieco przejście, przez co nie miałam wrażenia, że znów pokonuję tę samą drogę. Dodano też nowych przeciwników, bo na pewnym odcinku trasy musieliśmy unikać naszych starych znajomych - spotkaliśmy czarne skupiska dymu z czerwonymi oczami, których mieliśmy okazję spotkać podczas wykonywania poprzednich zadań.


I wreszcie się udało - jesteśmy w Pandorii! Trafiliśmy do magicznej, różowo-fioletowej krainy, pełnej świecących drzew, wyrośniętych grzybów oraz różowej lawy. Moim zdaniem, lokacja ta jest niesamowita - podoba mi się dużo bardziej od tej ze Starshine Legacy, która była strasznie zamglona i niewiele można było w niej zobaczyć. Fakt, miało to swój klimat, jednak jaskrawe kolory magicznej krainy o wiele bardziej pasują do kolorowego świata Star Stable Online.


Tak jak poradziła Game Master Lovisa, nie spieszyłam się z robieniem zadań. Powolnie eksplorowałam teren, przyglądając się detalom różnych obiektów i robiąc nieco screenów. Wyszło ich całkiem sporo - gdy z jednej sesji zdjęciowej do użytku idzie nie więcej niż dwa-trzy zdjęcia, tu było ich aż 50. Potem musiałam to wszystko obrobić, co nie ukrywam, zajęło mi trochę czasu.


Jednym z najciekawszych elementów nowego obszaru, były latające stworzonka, nazwane przez polską społeczność StarFam "Płaszczkami". Szczerze mówiąc to mnie to nie dziwi, w końcu stworki te bardzo przypominają wcześniej wspomniane zwierzęta! Podobnie jak dużej rzeszy graczy, mi również bardzo się one spodobały - są nie tylko słodkie, ale też wzbogacają jakoś faunę tego miejsca, przez co nie jest on jedynie fioletowym podłożem ze skupiskiem przerośniętych grzybów. Takie rzeczy się ceni, niby mała rzecz, a cieszy.


Nie mogłam jednak siedzieć ciągle przy portalu i zachwycać się latającymi stworzeniami, więc po chwili ruszyłam w dalszą drogę. By udać się do dalszej części Pandorii, musiałam ruszyć krótką ścieżką, nieco podobnej do tej w DUD, którą przemierzamy w cieniu połamanych drzew i światła Latarni. Tu jednak zamiast połamanych roślin, mijamy wielkie grzyby i przypominające glony narośla. W trakcie drogi możemy przyglądać się licznym, latającym wyspom oraz różowemu, pokrytemu chmurami i gwieździstemu niebu.


Kolejnym etapem mojej podróży był obszar z jeziorem lawy, otoczonym jasnymi, świecącymi drzewami, podobnymi do tych, które możemy ujrzeć w Eponie. Podobnie jak w przypadku poprzednich lokacji, bardzo spodobało mi się nowo odkryte miejsce. Hah, przyznam, iż próbowałam wejść do różowej wody myśląc, że choć chwilę w niej popływam. na moje nieszczęście okazała się to być lawa - no cóż, wybacz, Darkshadow...


Ale, ale! Nie wspomniałam jeszcze o jednej, ważnej rzeczy. Nowy teren to nie tylko garść nowych obiektów, ale też zupełnie nowa ścieżka dźwiękowa. Była ona dość ciekawa - nawet mi się spodobała! Nie jest co prawda tak dobra jak muzyka z Doliny Ukrytych Dinozaurów czy z Półwyspu Południowego Kopyta, jednak była na tyle przyjemna, że umilała mi czas spędzony w magicznej krainie, nie zachęcając mnie do włączenia własnej playlisty na Spotify.


Po krótkim postoju ruszyłam w dalszą drogę. Tym razem musiałam minąć las ogromnych grzybów, z których kapała masa drobnych, świecących pyłków. Zgodnie z zaleceniami mojego wierzchowca omijałam je, by uniknąć nagłego zatrzymania się mojego konia. Z powodu utrudniających eksplorację elementów tego obszaru nie posiedziałam tam zbyt długo, więc bez większych namysłów pocwałowałam dalej.


Kolejnym terenem, jakiego miałam okazję zwiedzić, była nieduża, niebieska jaskinia, porośnięta świecącymi pnączami oraz grzybami. Bardzo spodobał mi się klimat tego miejsca - zawsze w grach ciągnęło mnie do tego typu lokacji. Swoją drogą, pytanie do tych, którzy grali w piątą odsłonę "The Ellder Scrolls" - czy Wam też liczne grzyby na skałach kojarzyły się z licznymi lokacjami w tej grze, dokładnie z grotami, gdzie mieliśmy okazję walczyć z Falmerami? Ba, obecność wielkich grzybów sprawiła, że od razu pomyślałam o Morrowindzie! 


Moim ulubionym elementem jaskini jest roślinność otaczająca niewielki staw - świecą one błękitnym światłem, co daje naprawdę ciekawy i ładny efekt! Nie mogę się doczekać kolejnych zadań w Pandorii, gdy będę miała okazję znów odwiedzić to miejsce.


Jako iż grota nie była zbyt dużym obszarem, nie było sensu kręcić się po niej bez końca, więc cwałem ruszyłam ciemnym korytarzem w celu dalszej eksploracji terenu. Tutaj znów musiałam unikać czarnych kłębów dymu, gdyż po natrafieniu na nich, mój rumak gwałtownie się zatrzymywał. Nie należało to do najprzyjemniejszych zadań, jednak cieszę się, że twórcy nie ograniczyli się jedynie do przejechania prostego, ciemnego korytarza.


Natrafiłam wreszcie na cel mojej podróży - uwięziona w krysztale Annie. Miałam okazję chwilę porozmawiać z wystraszoną dziewczyną, co jednak nie potrwało zbyt długo - ktoś jednak mi w tym przeszkodził.


Mieliśmy okazję zapoznać się z nową i tajemniczą postacią, która nie chciała dopuścić do uratowania Annie. Bardzo podobał mi się wygląd mężczyzny - nie dość, że miał ciekawy ubiór, to jego laska dodawała mu specyficznego klimatu - a ja sama bardzo lubię długie kije, zakończone ciekawymi ozdobami, w tym wypadku czaszką jakiegoś zwierzęcia. Wydobywał się z niej ogień, a dzięki swoim czarom, postać ta przyzwała pewnego stwora.


Jak się pewnie domyślacie, te wielkie macki to Garnok we własnej osobie. Został on wezwany przez tajemniczą postać, by przeszkodzić nam w uratowaniu z jednej z Jeźdźców Dusz. Cóż, jako iż nie mieliśmy jak podjąć walki z bestią, naszym jedynym sposobem na ratunek była ucieczka - tak więc rozpoczęliśmy wyścig.


Jego trasa nie należała do najłatwiejszych. Kilka razy musiałam go powtarzać - kilkukrotnie na samym początku, gdyż przez słońce wpadające do pokoju nie byłam w stanie zobaczyć dalszej drogi. Cóż, to nie koniec przeszkód, gdyż macki Garnoka pokryły całą Pandorię, a one same nieustannie uderzały w ziemię, by choć na chwilę zatrzymać naszego wierzchowca. Podczas wyścigu nie skupiałam się na robieniu zdjęć - chciałam jak najszybciej dobiec do mety, a trochę szkoda, bo ujęcia startowca na tle ciekawej fauny i macek potwora wyglądałyby naprawdę ciekawie!


Stwór powędrował za nami również do korytarza, który służył nam za przejście między kolejnymi portalami. Pokonałam trasę cwałem, cały czas unikając wcześniejszych przeszkód oraz Garnoka. Tu jednak obyło się bez większych kłopotów i ukończyłam wyścig za pierwszym razem.


Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, tajemnicza postać wraz z potworem zawędrowała za nami do Magicznego Kręgu. Za pomocą swojej magicznej różdżki unieruchomił on Jeźdźców Dusz oraz moją postać - cóż, wszyscy byliśmy bezbronni.


Fripp, z zamiarem uratowania uwięzionej czwórki postaci, postanowił zniszczyć magiczny kamień, by wygnać z powrotem postać mężczyzny i potwora do Pandorii. Przyjął on na siebie całą energię zniszczenia, które wykończyło magiczne stworzenie. Fripp padł wykończony na ziemię. 


Wszystko skończyło się jednak pomyślnie - czar prysł, a mężczyzna wrócił z Garnokiem do różowej krainy. Niestety, został zniszczony jedyny klucz, który otwierał portal, co uniemożliwiło Jeźdźcom Dusz powrót do Pandorii. 


Nim Elizabeth zabrała ze sobą Frippa, w celu zapewnienia mu powrotu do zdrowia, magiczny stworek wspomniał o tajemniczym druidzie, zwanym Evergray. Jako iż Lisa, Linda oraz Alex nie znały tejże postaci, postanowiły udać się do Avalona, w celu poznania większej ilości szczegółów. Druid ten poinformował nas, że Evergray jest wygnanym druidem, który przesiaduje obecnie w północnych obszarach wyspy Jorvik, gdzie zapuszczają się tylko wiedźmy. Mimo swojej niechęci, powiedział on, że postara się sprowadzić z powrotem tajemniczą postać, tym samym anulując jego karę. Kto wie, może postać nie wróci sama z siebie i będziemy musieli sami się po nią udać? A jeśli tak, to gdzie? Może będzie to Przepaść Popiołów w północnej części Doliny Ukrytych Dinozaurów? Znajduje się tam niewielki domek, który może być schronieniem dla wygnanego druida. Cóż, na razie możemy tylko spekulować, bo na tym kończą się środowe zadania, a nam pozostało jedynie domyślać się tego, co czeka nas w przyszłości.


Jednak zadania w tajemniczym świecie Pandorii to nie wszystko, co miała do zaoferowania dzisiejsza aktualizacja - bo jest jeszcze parę rzeczy, o których warto wspomnieć!

Zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony Star Stable Online.
Wraca sklep dla Druidów! Przez kolejny tydzień znów możemy zakupić unikatowe stroje dla naszej postaci, co więcej, zostało dodane nowe, tym razem czerwone ubranko. Każdy element garderoby możemy kupić wyłącznie za Star Coinsy - spieszcie się, bo sklep usytuowany za domkiem Elizabeth zniknie w przyszłą środę!
W dodatku Ferdinand znów otworzył swój targ - tym razem możemy znaleźć go na Arenie Stajni Jorvik.


Szczerze mówiąc, to aktualizacja ta jest jedną z najlepszych w historii całej gry - gdybym ostatnią listę robiła później, na pewno by się na niej znalazła. Dodane lokacje są niesamowite, każda z nich jest unikatowa i świetnie wykonana, a zadania, które mieliśmy okazję wykonać były interesujące, wzbogacone o ładne przerywniki filmowe. Nie mogę się doczekać aż znów odwiedzę te tereny i poznam dalsze etapy głównej historii. jest ona coraz ciekawsza - pomyśleć, że zaczynaliśmy jako zwykła dziewczyna, a skończyłyśmy jako przyjaciółka Druidów, która chodzi po wodzie, lata na pegazie i odwiedza inne wymiary.


No, ale dość pisania o moich przemyśleniach - napiszcie mi koniecznie, jakie wrażenie na Was wywarła dzisiejsza aktualizacja - czy jak ja, jesteście nią oczarowani, czy może się rozczarowaliście. Czekam na Wasze komentarze!

Trzymajcie się!

Komentarze

  1. No Anny to mi szkoda. Nawet bardzo. xD
    Nigdy bym nie pomyślała, że będzie ona "uwięziona" w taki sposób.
    Poza tym, gdy zobaczyłam ikonę jej postaci, podczas tego krótkiego dialogu to pokochałam jej postać jeszcze bardziej. ❤

    Chociaż baardzo liczyłam na taką Pandorie jak w Starshine to ta w SSO również skradła moje serce. A płaszczki? No urocze, ale jakoś mojego serduszka nie podbiły xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Supi masz bloga ♥ Ile on ma? Bo widziałam, że pisałaś o nim na grupce FB c: Jeśli mg zapytać, ty jakiego programu używasz do obrabiania zdjęć? Ja jeszcze nie mam tej Pandorii, bo nie chce mi się zamykać jej dziur XD

    Pozdro
    ~Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Blog powstał w połowie lipca, a do edycji zdjęć używam Adobe Photoshop CS6. :)

      Usuń
  3. Fanką zadań z głównej fabuły to ja nie jestem, ale jak są to je zrobię. XD

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz